Atomowe referendum
Atom zdominował ostatnio media. Cała Polska zastanawia się, czy wrócimy do budowy elektrowni jądrowej.
Pytanie jest o tyle kontrowersyjne, że już pojawiają się pierwsze akcje, jak ta rozpoczęta przez Gazetę, pod hasłem Atom dla Polski. Ma ona rozpocząć społeczną dyskusję na temat roli elektrowni jądrowej w przyszłości polskiej energetyki. Czy do wybudowania reaktora trzeba zorganizować referendum? Jak rozmawiać o tym z ludźmi, jak ich przekonywać? Na te pytania odpowiedzieć mają sami czytelnicy Gazety, którzy już włączyli się do dyskusji.
Zwolennicy energetyki jądrowej przedstawiają kilkadziesiąt argumentów przemawiających za koniecznością i zasadnością budowy elektrowni atomowych. Dzisiaj najważniejszym z nich, poza rosnącymi cenami surowców, jest niemal całkowita eliminacja emisji CO2 odpowiedzialnej za efekt cieplarniany. Unijna strategia energetyczna zakłada, że elektrownie będą coraz więcej płacić za prawa do emisji CO2. Tymczasem my 95 proc. energii elektrycznej produkujemy z węgla. Może się zdarzyć, że kiedy unijne przepisy wejdą w życie, nasze elektrownie, żeby zarobić na wykup praw do CO2, będą musiały podnieść ceny prądu - nawet o 70 proc. Przy tym wszystkim liczyć się trzeba z faktem, iż ok. 2030 r. skończą się eksploatowane dziś w Polsce pokłady węgla.
Na domiar złego ludzie boją się atomu. Po katastrofie w Czarnobylu społeczeństwo odwróciło się od tego pomysłu całkowicie, nikt nie chce mieć koło siebie takiej bomby. Tym razem nie bardzo pomagają racjonalne argumenty. Każdy swoje wie, bo widział i słyszał, jakie są konsekwencje awarii. Jednak czy społeczeństwo słusznie się obawia? I tak przecież zewsząd otaczają nas elektrownie naszych sąsiadów. W promieniu 300 km od polskich granic jest po jednej w Niemczech, Szwecji i na Litwie, po dwie na Ukrainie, Słowacji i w Czechach. Niedługo powstaną następne - na Białorusi i w rosyjskim obwodzie kaliningradzkim. Ponosimy więc ryzyko związane z ewentualną awarią, ale nie mamy żadnych korzyści.
Z drugiej jednak strony poważne wątpliwości przedstawiają przeciwnicy jądrowego kierunku rozwoju energetyki. Lista argumentów przeciw atomówkom jest co najmniej równie długa, opracowanie Europejskiej Partii Zielonych prezentuje 40 takich argumentów. Również prof. Krzysztof Żmijewski sądzi, że budowa elektrowni nie rozwiąże żadnego z problemów polskiej energetyki. Powołując się na raport Uniwersytetu Chicago dla Departamentu Energii USA, podkreśla, że tego typu przedsięwzięcia od zawsze były instrumentem gwarantującym nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, ale i polityczną suwerenność. Polska natomiast nie jest, zdaniem Żmijewskiego, pod tym względem zagrożona (choć ostatnie wydarzenia w Gruzji mogą wskazywać inaczej - przyp. autora). Jesteśmy w NATO i UE, mamy własne paliwa i najmniejszą ze wszystkich państw Unii zależność od importu. Pozostaje jednak kwestia uprawnień do emisji CO2 i dramatyczne konsekwencje ekstremalnie wysokiego nawęglenia polskiej gospodarki i polskiej energetyki. Według danych Eurostatu mamy 92,5 proc. udziału węgla w bilansie polskiej elektroenergetyki - daje to drugie miejsce w Europie po Estonii - i równie ekstremalną emisyjność tego sektora, emitujemy tonę CO2 na megawatogodzinę MWh przy średniej europejskiej ok. 400 kg. Kraje starej unijnej Piętnastki emitują jeszcze mniej - ok. 380 kg CO2 na megawatogodzinę. Liczby te, do niedawna zajmujące tylko ekologów, od 2013 r. przekładają się na ogromne ciężary finansowe, bo każdą tonę CO2 trzeba będzie uzyskać, walcząc na aukcji. Komisja Europejska przewiduje ceny uprawnień do emisji na poziomie 30-39 euro za tonę. Już ta wielkość podnosi hurtową cenę energii - średnio w Unii o 26 proc. (według Komisji o 22 proc.), ale dla Polski aż o 68 proc.
I choć wydaje się, że energetyka jądrowa jest jedynym wyjściem, to zdaniem prof. Żmijewskiego tylko złudzenie. Przecież elektrowni nie stawia się w 2-3 lata, ale w kilkanaście, co oznacza, że plan ten uda się zrealizować najwcześniej w 2020 roku. Natomiast kryzys energetyczny będzie zauważalny z uwagi na deficyt mocy już w 2010, a głęboko odczuwalny w 2013 (deficyt uprawnień do emisji).
Wygląda więc na to, że to zanim atom zagwarantuje nam bezpieczeństwo energetyczne, rozwiązań powinniśmy szukać w poprawianiu efektywności energetycznej, bo to zacząć można od zaraz. Ustawa jest prawie gotowa. W dodatku to się opłaca, tak jak opłaca się oszczędzanie, a chodzi o poziom co najmniej 20-25 proc. energii. Innym wyjściem jest energetyka odnawialna, np. wiatrowa, ale szczególnie agroenergetyka, tzn. biomasa i biogaz. Wreszcie prof. Żmijewski uważa, że równie dobrym rozwiązaniem są technologie czystego węgla (CCT), a wśród nich wychwytywanie i podziemne magazynowanie CO2, czyli CCS.
Zobacz także:
Bezpieczeństwo energetyczne i polityka wobec OZE
Atom zapewni energię?
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



