Energia atomowa będzie droga
Do tej pory przekonywano nas, że jedynym ratunkiem dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego jest atom. Ten miał być tani, a będzie drogi. Dlaczego?
Takie alarmujące wiadomości wyczytać możemy w dzisiejszej Rzeczpospolitej, która powołuje się na analizę wykonaną na zlecenie Polskiej Grupy Energetycznej. Wynika z niej, że megawatogodzina energii uzyskiwanej z atomu będzie niemal dwukrotnie droższa w stosunku do tej, która jest produkowana tradycyjnie, w oparciu o węgiel lub gaz. Skąd nagle taka różnica?
Otóż, nikt do tej pory mówiąc o kosztach budowy elektrowni, nie wspominał o konieczności zaciągnięcia na jej realizację kredytu. Ten nie będzie mały, biorąc pod uwagę, że o budowie elektrowni o mocy 6 tys. megawatów trudno mówić, nie mając do dyspozycji co najmniej 105 mld zł. Jak kredytowanie inwestycji wpłynie na cenę energii z atomu?
Szacunkowa kalkulacja pożyczki zaciągniętej na ten cel, rozłożonej na 15 lat i oprocentowanej w wysokości 7 proc., pozwala założyć, iż ostateczny koszt produkcji jednej megawatogodziny energii atomowej wyniesie 550 – 690 zł, w zależności od tego, ile pochłonie budowa elektrowni. Tymczasem wyprodukowanie tej samej ilości energii z gazu czy węgla kosztować będzie ok. 370 zł, i to przy założeniu, że spełnione zostaną wymogi ekologiczne, m.in. związane z zakupem pozwoleń na emisję CO2. W innym razie za megawatogodzinę z elektrowni węglowych płacilibyśmy zaledwie 200 – 240 zł, a z gazowych – ok. 285 zł. Różnica jest istotna. Pytanie tylko, czy jest sposób, by ją zminimalizować?
Zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego z Politechniki Warszawskiej, jedynym wyjściem jest pozyskanie środków na budowę elektrowni z innych źródeł niż finansowanie bankowe. To byłoby natomiast możliwe, gdyby koszty inwestycji ponieśli odbiorcy energii. Przykładowo, prof. Żmijewski uważa, że zamiast kredytu można by wprowadzić obowiązkowe dla wszystkich certyfikaty, czyli rodzaj specjalnej opłaty na budowę elektrowni atomowej, wliczonej w cenę energii elektrycznej.
Na razie nikt chyba jeszcze nie szacował, ile wynosić miałaby taka opłata. Biorąc jednak pod uwagę obecny kryzys i nieustanne podwyżki, wydaje się mało prawdopodobne, by pomysł znalazł zrozumienie u społeczeństwa dotkniętego coraz większym bezrobociem. W tej sytuacji atom może przestać cieszyć się poparciem, choć nietrudno zauważyć, że bój polskich gmin o lokalizację elektrowni na ich terenie wciąż trwa.
Otóż, nikt do tej pory mówiąc o kosztach budowy elektrowni, nie wspominał o konieczności zaciągnięcia na jej realizację kredytu. Ten nie będzie mały, biorąc pod uwagę, że o budowie elektrowni o mocy 6 tys. megawatów trudno mówić, nie mając do dyspozycji co najmniej 105 mld zł. Jak kredytowanie inwestycji wpłynie na cenę energii z atomu?
Szacunkowa kalkulacja pożyczki zaciągniętej na ten cel, rozłożonej na 15 lat i oprocentowanej w wysokości 7 proc., pozwala założyć, iż ostateczny koszt produkcji jednej megawatogodziny energii atomowej wyniesie 550 – 690 zł, w zależności od tego, ile pochłonie budowa elektrowni. Tymczasem wyprodukowanie tej samej ilości energii z gazu czy węgla kosztować będzie ok. 370 zł, i to przy założeniu, że spełnione zostaną wymogi ekologiczne, m.in. związane z zakupem pozwoleń na emisję CO2. W innym razie za megawatogodzinę z elektrowni węglowych płacilibyśmy zaledwie 200 – 240 zł, a z gazowych – ok. 285 zł. Różnica jest istotna. Pytanie tylko, czy jest sposób, by ją zminimalizować?
Zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego z Politechniki Warszawskiej, jedynym wyjściem jest pozyskanie środków na budowę elektrowni z innych źródeł niż finansowanie bankowe. To byłoby natomiast możliwe, gdyby koszty inwestycji ponieśli odbiorcy energii. Przykładowo, prof. Żmijewski uważa, że zamiast kredytu można by wprowadzić obowiązkowe dla wszystkich certyfikaty, czyli rodzaj specjalnej opłaty na budowę elektrowni atomowej, wliczonej w cenę energii elektrycznej.
Na razie nikt chyba jeszcze nie szacował, ile wynosić miałaby taka opłata. Biorąc jednak pod uwagę obecny kryzys i nieustanne podwyżki, wydaje się mało prawdopodobne, by pomysł znalazł zrozumienie u społeczeństwa dotkniętego coraz większym bezrobociem. W tej sytuacji atom może przestać cieszyć się poparciem, choć nietrudno zauważyć, że bój polskich gmin o lokalizację elektrowni na ich terenie wciąż trwa.
(bpawlak), 06-07-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



