Poświetlówkowa czkawka
Od dziś obowiązuje unijny zakaz wytwarzania żarówek mlecznych i czystych o mocy 100-watów. Czy to znaczy, że bezpowrotnie żegnamy się z setkami?
Wszystko wskazuje na to, że tak, choć nie od razu. Zaprzestanie produkcji nie oznacza bowiem wycofania ze sklepów wspomnianego asortymentu. Sprzedawcy jednak mogą zacierać ręce. Problemu ze zbytem nie widać. Zapowiedziany wcześniej zakaz zadziałał niczym najskuteczniejsza reklama, w efekcie z półek setki zniknęły momentalnie, masowo wykupowane przez co bardziej przewidujących tradycjonalistów.
Nie da się ukryć, że ekologia tym razem nie przypadła do gustu Polakom. Zdawałoby się, że wszyscy doskonale rozumiemy konieczność oszczędzania energii z racji ograniczenia efektu cieplarnianego, a jeszcze bardziej z uwagi na własną kieszeń i domowy budżet. Jednak odczuwana doraźnie podwyżka w momencie zakupu kilkanaście razy droższej energooszczędnej świetlówki zamiast zwykłej żarówki raczej denerwuje niż daje satysfakcję z przyjaznego środowisku stylu życia.
Od kilku dni na ulicy czy na forach internetowych trwają dyskusje na temat kiepskiej argumentacji, jaka za taką wymianą źródeł światła przemawia. Najciekawsze, że wątpliwości zwykłych zjadaczy chleba podnoszą autorytety naukowe. Nie dalej jak wczoraj w wywiadzie dla TVN24 fizyk, prof. Łukasz Turski stwierdził:
- Żarówka energooszczędna to głęboko absurdalny pomysł. Potrafi zużyć więcej energii niż tradycyjna żarówka żarowa zawiera szkodliwą rtęć i emituje promieniowanie ultrafioletowe jak lampy w solarium.
Jak to się ma do ekologicznych teorii promujących energooszczędne świetlówki? Do tej pory mówiło się głównie o tym, jak ogromna ilość energii tracona jest na emisję ciepła w tradycyjnych żarówkach. W zestawieniu z nimi świetlówki są znacznie bardziej efektywnym źródłem światła, które zresztą ma dłuższą żywotność. To niestety prawda o tyle, o ile włącznika nie używamy zbyt często. W przeciwnym razie to już nie takie pewne. Potwierdza to prof. Turski:
- One muszą działać dłużej, żeby być energooszczędne. Jeśli włącza się ją i wyłącza na kilkanaście sekund, np. w łazience, to zużywa ona więcej energii niż zwykła, ponieważ musi zadziałać ten nieszczęsny starter - wyjaśnił fizyk.
W odróżnieniu od tradycyjnych żarówek, w których starter jest magnetyczny, w energooszczędnych świetlówkach ten jest elektroniczny. Jego uruchomienie trwa dłużej, pochłania też większą ilość energii.
Wreszcie wszyscy zastanawiają się, jak ekologiczne może być oświetlenie zawierające szkodliwą dla środowiska rtęć. Wydana temu pierwiastkowi kilka lat temu wojna zakończyła się wycofaniem tradycyjnych termometrów rtęciowych. Tymczasem teraz pod ekologicznym szyldem rtęć powraca na nowo. Pytania, jakie się nasuwają, brzmią: ile kosztować będzie utylizacja i czy będzie stuprocentowa? Prędzej spodziewać się należy, że spory odsetek świetlówek trafi po prostu na śmietnik. To zaś nie będzie ani energooszczędne, ani tym bardziej przyjazne środowisku. Wygląda więc na to, że prędzej czy później ekologiczna rewolucja w oświetleniu odbije się nam czkawką.
Nie da się ukryć, że ekologia tym razem nie przypadła do gustu Polakom. Zdawałoby się, że wszyscy doskonale rozumiemy konieczność oszczędzania energii z racji ograniczenia efektu cieplarnianego, a jeszcze bardziej z uwagi na własną kieszeń i domowy budżet. Jednak odczuwana doraźnie podwyżka w momencie zakupu kilkanaście razy droższej energooszczędnej świetlówki zamiast zwykłej żarówki raczej denerwuje niż daje satysfakcję z przyjaznego środowisku stylu życia.
Od kilku dni na ulicy czy na forach internetowych trwają dyskusje na temat kiepskiej argumentacji, jaka za taką wymianą źródeł światła przemawia. Najciekawsze, że wątpliwości zwykłych zjadaczy chleba podnoszą autorytety naukowe. Nie dalej jak wczoraj w wywiadzie dla TVN24 fizyk, prof. Łukasz Turski stwierdził:
- Żarówka energooszczędna to głęboko absurdalny pomysł. Potrafi zużyć więcej energii niż tradycyjna żarówka żarowa zawiera szkodliwą rtęć i emituje promieniowanie ultrafioletowe jak lampy w solarium.
Jak to się ma do ekologicznych teorii promujących energooszczędne świetlówki? Do tej pory mówiło się głównie o tym, jak ogromna ilość energii tracona jest na emisję ciepła w tradycyjnych żarówkach. W zestawieniu z nimi świetlówki są znacznie bardziej efektywnym źródłem światła, które zresztą ma dłuższą żywotność. To niestety prawda o tyle, o ile włącznika nie używamy zbyt często. W przeciwnym razie to już nie takie pewne. Potwierdza to prof. Turski:
- One muszą działać dłużej, żeby być energooszczędne. Jeśli włącza się ją i wyłącza na kilkanaście sekund, np. w łazience, to zużywa ona więcej energii niż zwykła, ponieważ musi zadziałać ten nieszczęsny starter - wyjaśnił fizyk.
W odróżnieniu od tradycyjnych żarówek, w których starter jest magnetyczny, w energooszczędnych świetlówkach ten jest elektroniczny. Jego uruchomienie trwa dłużej, pochłania też większą ilość energii.
Wreszcie wszyscy zastanawiają się, jak ekologiczne może być oświetlenie zawierające szkodliwą dla środowiska rtęć. Wydana temu pierwiastkowi kilka lat temu wojna zakończyła się wycofaniem tradycyjnych termometrów rtęciowych. Tymczasem teraz pod ekologicznym szyldem rtęć powraca na nowo. Pytania, jakie się nasuwają, brzmią: ile kosztować będzie utylizacja i czy będzie stuprocentowa? Prędzej spodziewać się należy, że spory odsetek świetlówek trafi po prostu na śmietnik. To zaś nie będzie ani energooszczędne, ani tym bardziej przyjazne środowisku. Wygląda więc na to, że prędzej czy później ekologiczna rewolucja w oświetleniu odbije się nam czkawką.
(bpawlak), 01-09-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



