Świadectwa energetyczne bez przepisów
Od nowego roku każda transakcja na rynku nieruchomości będzie wymagała świadectwa energetycznego. A nie ma jeszcze przepisów określających zasady ich wydawania.
Od 1 stycznia 2009 aby sprzedać lub kupić nieruchomość niezbędne będzie okazanie u notariusza świadectwa energetycznego. Problem w tym, że nie ma jeszcze gotowych przepisów wykonawczych, które określiłyby w jaki sposób certyfikaty energetyczne mają być wydawane. Dokładnie chodzi o trzy rozporządzenia, które musi wydać minister infrastruktury. Na rynku odczuwalny jest już niepokój w tym temacie, ale wiceminister infrastruktury Olgierd Dziekoński uspokaja na łamach Rzeczpospolitej, że Ministerstwo ze wszystkim zdąży na czas. A jak do tej pory przesuwa tylko kolejne terminy. A do magicznej daty 1 stycznia 2009 zostały już tylko 4 miesiące. Przypomnijmy zatem, czego jeszcze brakuje, aby od nowego roku świadectwa energetyczne mogły obowiązywać zgodnie z prawem.
Do 15 lipca miała być opracowana metodologia obliczania charakterystyki cieplnej budynków i mieszkań. Do tej pory nie ma konkretów w tym temacie, a Resort obiecuje kolejny termin – wrzesień, który już za kilka dni. Metodologia jest ściśle powiązana z kolejnym ważnym tematem – szkoleniami z zakresu certyfikacji budynków. Bez rozporządzenia w zakresie metodologii nie można szkolić audytorów energetycznych, a zainteresowanie szkoleniami jest bardzo duże i chętni cały czas się zgłaszają. Jak przewiduje Narodowa Agencja Poszanowania Energii, taka sytuacja spowoduje, że z początkiem roku będzie problem ze znalezieniem osoby uprawnionej do wydania świadectwa. A jak szacuje Ministerstwo, rocznie będzie wydawanych ok. 500 tys. świadectw energetycznych. Aby sprostać takiej liczbie audytów potrzebna będzie rzesza specjalistów w całym kraju.
Jak dla Rzeczpospolitej powiedział Olgierd Dziekoński, prace nad rozporządzeniem trwają tak długo, ponieważ Ministerstwo chce, aby metodologia była maksymalnie prosta i przejrzysta, a jednocześnie spójna z unijną dyrektywą EPBD. Dodajmy tylko, że nasz kraj ma i tak już ponad kilkunastomiesięczne opóźnienie we wdrażaniu dyrektywy dotyczącej świadectw energetycznych, a każda kolejna opcja polityczna unika tematu i wszystkie ważne postanowienia oraz podpisy załatwiane są hurtem w ostatniej chwili (jak to miało miejsce w przypadku nowelizacji prawa budowlanego).
Kolejnym tematem do wyjaśnienia przed 1 stycznia 2009 jest odpowiedzialność wydających świadectwo. Przepisy znowelizowanego prawa budowlanego nic o tym nie mówią, kto będzie ponosił odpowiedzialność za wady w wydanym świadectwie. Odwołanie się do przepisów kodeksu cywilnego dotyczących wad fizycznych budynków nie rozwiązuje problemu i nie uwiarygodnia przyszłych audytorów.
Paradoksem obecnych postanowień odnośnie świadectw energetycznych jest także fakt, że prawo do wydania świadectwa mają osoby tylko z wyższym wykształceniem magisterskim. Tak więc świadectwa nie może wydać inżynier budownictwa, a może magister filologii polskiej. Ten przepis także jest do zmiany.
I ostatni temat – podpisana nowelizacja prawa budowlanego nie określa, co powinno zawierać świadectwo. A ideą świadectw energetycznych jest uzyskanie przez kupującego nieruchomość informacji, jakie jest zapotrzebowanie na zużycie energii, czyli ile będzie kosztować utrzymanie nieruchomości. Nad tym Ministerstwo Infrastruktury też musi jeszcze popracować. A czasu coraz mniej.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



